Dzis mialem nieco spokojniejszy i krotszy dzien- odwiedzilem MoMA (Museum of Modern Art) oraz Muzeum Wiezowcow :).
Zaczynamy jednak od Hair:
Spektakl byl wczoraj o 14 (zdecydowalem sie na popoludniowy spektakl, w sumei nie wiem dlaczego). Na, w sumie niewielkiej, sali komplet widzow. Teatr miesci sie przy 45 ulicy, w tzw. Dzielnicy Teatrow, mieszczacej sie w okolicach Times Square (tak od 30 do 50 ulicy miedzy 6th a 9th Avenue). Teatrow jest okolo 40, grajacych spektakle wlasciwie codziennie, wiec wybor jest po prostu gigantyczny- Hair, Wicked, Jersey Boys, Billy Elliot, Lion King, Phantom of the Opera, Shrek [LOL] itp. itd...
Co od razu rzuca sie w oczy, to ubior- tu nie ma tak ze wszyscy przychodza w koszuli- wszyscy wygladaja jakby ich wzieli normalnie z ulicy ;) i po mnie chyba od razu (pomimo ze mialem adidasy) bylo widac ze jestem z Europy :D
Sam spektakl, byl po prostu niezywkly. Wiem ze czesc z was byla na Upiorze, wiec moge delikatnie powiedziec ze moim zdaniem spektakl jest nawet lepszy, choc sa to oczywiscie zupelnie inne gatunki, wiec ciezko to obiektywnie ocenic, jednak wykonanie piosenek, stroje, gra aktorska byly na swietnym poziomie (chyba tak tez mialo byc, nie ;) ) i jestem w 100% zadowolony z przedstawienia.
Co rowniez jest godne zanotowania, to wieksza "wspolpraca" z widownia- jak wiadomo dosc czesto zdarza sie ze aktorzy przebiegaja miedzy rzedami, ale nie widzialem jeszcze, by z kims tanczyli czy, juz po spektaklu, zapraszali wszystkich na scene :)
Teraz troszke z dzisiejszego dnia:
Pogoda znowu nie dopisala, tym razem bylo chyba najslabiej- okolo 17 stopni, i bardzo mgliscie (co bedzie widac na kilku zdjeciach, miedzy innymi tu:)

Zamglony budynek Metllife (ktory bylo tez widac na wczesniej zamieszczanych zdjeciach)
Na poczatku udalem sie do MoMA. Jest to muzeum ufundowane w latach 30'tych przez Rockefellerow. Miesci sie w poblizu Rockefeller Center i jak sama nazwa wskazuje- zajmuje sie ogolnie pojeta sztuka wspolczesna (najstarsze dziela pochodza mniej wiecej z lat 60'tych XIX wieku.
Faktycznie zbiory sa ciekawe i warto tu "wpasc" by zobaczyc obrazy Picassa, van Gogha, Chagalla, oraz paru malarzy Amerykanskich, jednak moim zdaniem czesc poswiecona innym dziedzinom sztuki- muzyce, fotografii, czy architekturze i desingowi byla ogolnie mowiac taka sobie- niewiele dziel i dosyc ogolne przedstawienie tematu. Z ciekawszych rzeczy mozna wymienic przedstawienie technik tworzenia i druku fotografii od poczatku jej istnienia- mozemy obejrzec oryginalne fotografie na plytkach platynowych, czy poznac jak dokladnie dziala drukarnia offsetowa (zasada druku itp.). Jako zalete mozna z pewnoscia uznac swietna lokalizacje- z wielu okien (obiekt jest fajnie przeszklony) rozciaga sie niezwykle fascynujacy widok na Nowojorskie ulice- jest to ciekawa odmiana, od spokoju panujacego w muzeum :)

Slynne puszki z zupa Warhola. Nie wiedzialem ze jest ich az tak duzo (32)
Pozniej udalem sie do Muzeum Wiezowcow- miesci sie ono prawie na samym poludniowym skrawku Manhattanu, w obszarze powstalym po likwidacji dokow. Mieszcza sie tam eleganckie i nowoczesne biura i apartamenty:

Zdjecie nie jest mojego autorstwa ;) Battery Park City, to te budynki na pierwszym planie, stylizowane na stary "Nowojorski" styl.
Samo muzeum jest niewielkie- zawiera tak na prawde jedna sale z ekspozycja, oraz ciekawy sklepik z cala gama ksiazek poswieconych Architekturze a w szczegolnosci wiezowcom (tym Nowojorskim w najwiekszym stopniu). Aktualnie byla prezentowana wystawa ukazujaca "wertykalne" oblicze Nowego Jorku i Hongkongu- miast ktorych centra chyba najbardziej pna sie w gore. Byly ukazane bardzo duze plansze z obrazem satelitarnym, ciekawe rozwiazania urbanistyczne, co wazniejsze wiezowce itp.
Stala ekspozycja obejmuje historie Nowojorskich wiezowcow- w szczegolnosci sposoby budowy. Znajduje sie tam tez kilka makiet i dioram:
Po tym, udalem sie na spacer po Downtown- Financial District. Bylem przy Ground Zero (dawnym miejscu wiez World Trade Center), oraz oczywiscie zlapalem byka przy Wall Street za rogi :). Generalnie Dolny Manhattan jest o tyle ciekawy ze zawiera bardzo duzo starych wiezowcow- z samego poczatku 20 wieku. Sa to jakby monstrualne, czesto ponad 20 pietrowe kamienice. Oczywiscie mieszcza sie tez budynki z lat 30tych (Art Deco) oraz bardziej wspolczesne, jednak co wyzszych budynkow nie bylo widac, gdyz mniej wiecej na wysokosci 200 metrow zaczynaly sie chmury :)
Kilka fotek:

Jedna z ulic

Monstrualne "kamienice" z samego poczatku XX lub nawet jeszcze koncowki XIX wieku
Przy Wall Street:

Waszyngton, ktory spogladal juz na niejeden kryzys...

I byk- symbol hossy, zlapany za rogi. Tak btw: jest na prawde gigantyczny! Jako ciekawostke dodam ze ludzie fotografuja sie z nim z przodu (tak po prostu, czy sie jakos opierajac), albo z tylu- trzymajac go za jaja ;)
Marcin pytal mnie o bardziej subiektywna ocene miasta. Dzis zastanawialem sie nad tym i pozwole napisac sobie krotkie (a moze jednak nie) rozwazanie na ten temat.
Gdy myslimy o Nowym Jorku to pierwsze skojarzenia to: upadle dzielnice, wiezowce, Times Square, tlumy, taksowki, statua wolnosc, przestepczosc i pizza.
Jak na razie dane mi bylo byc na czesci Queensu, Brooklynu, Staten Island i na Manhattanie. Jadac przez Queens czy Brooklyn metrem nadziemnym, to faktycznie niektore dzielnice wygladaja dosyc slabo i az rodzi sie pytanie- TO ma byc Nowy Jork?, jednoczesnie nie jest tez tak ze wszedzie poza Manhattanem powyzej Central Parku dostaje sie na dzien dobry nozem w brzuch. Jadac metrem na Queens widuje sie na prawde mnostwo ludzi (miedzy bajki mozecie sobie wlozyc widok wagonika metra w ktorym siedzi 6 osob: 5 zuli i maszynista) i to niezwykle roznorodnych. Przyznam szczerze ze nigdy nie widzialem jeszcze takiego zroznicowania ludzi. Czesto nie jestem w stanie okreslic czy dana osoba jest z europy, czy latynosem, a moze azjata. Niech za przyklad posluzy to, ze jak wczoraj bylem na meczu, to myslalem ze rozmawiam z azjata, jednak pochodzil on z... Kolumbii (byl metysem, ale mimo wszystko). Widac tez ze ludzie sa niezwykle pomieszani- czasem maja taki kolor skory i rysy twarzy ze na prawde nie da sie odgadnac skad ktos (chocby mniej wiecej) pochodzi.
Nastepna sprawa jest tlok- Ludzi jest na prawde mnostwo, szczegolnie na co wazniejszych alejach- przyznam szczerze ze nigdy nie widzialem tyle osob w jakimkolwiek miescie (no chyba ze przy jakis wyjatkowych atrakcjach turystycznych). Co wiecej, wczoraj biorac prom na Staten Island o 0:30, nadal podrozowalo sporo osob, a tak jak wspominalem- nie mowimy tu o weekendzie, ale o zwyklym dniu roboczym- jestem niezwykle ciekaw jak to bedzie teraz w weekend wygladalo. Co rowniez jest godne zauwazenia- na ulicach wcale nie ma tak duzego ruchu ulicznego jakbysmy sie tego spodziewali- samochody jada w miare plynnie (na pewno plynniej niz w Wawie), choc nei do pozazdroszczenia jest przejechanie powiedzmy 50 przecznic (czytaj- 50 swiatel). Duzy ruch w nocy bierze sie tez z tego ze o polnocy mozna spokojnie gdzies wstapic na jedzenie- niektore sklepy sa normalnie otwarte (wczoraj o 1:30 przy stacji kolejki na Staten byla otwarta pralnia :) ). Drazac temat dalej- jesli chodzi o taksowki, to, jak juz wczesniej wspominalem, jest faktycznie tak jak nam sie kojarzy- stanowia czesto ponad (tak PONAD) polowe aut.
Jesli chodzi o wiezowce, to mysle ze moje zdjecia mniej wiecej oddaja to jak to wyglada z poziomu ulicy, bo na prawde nie wybieralem tych zdjec tak zeby bylo ich jak najwiecej- Jesli jestemy w Midtown, czy Downtown, to gdzie sie nie obejrzymy jest ich mnostwo. Oczywiscie wiezowce znajduja sie glownie w tych dzielnicach (no moze jeszcze troche na Upper East/West Side oraz na Brooklynie i Queensie), dalej panuje kilku, kilkunasto pietrowa zabudowa.
Nastepna sprawa- bezpieczenstwo. Powiem tak- nie jestem jakims pilotem kamikadze i nie wybieralem sie na Poludniowy Bronx wymachujac telefonem, aparatem itp. mierzac stoperem w ile czasu mnei skroja, ale generalnie czuje sie bardzo bezpiecznie- niezwykle rzadko spotykalem jakis nieprzyjemnych typow, a nawet jesli to i tak do okola zawsze bylo mnostwo ludzi. Szczerze mowiac czuje sie chyba nawet bezpieczniej niz w Wawie (choc moze nie az tak komfortowo jak w Bostonie)- zawsze jest duzo ludzi, kreci sie sporo policji i raczej nie ma ciemnych zakamarkow. Oczywiscie sa dzielnice w ktorych, jesli nie trzeba, to lepiej sie nie pojawiac, jednak nawet Harlem, okryty zla slawa, w ostatnich latach przeobraza sie powoli w dobra dzielnice, polozona przeciez niedaleko centrum. Na pewno nie jest to to samo miasto co na poczatku lat 90tych (co mowia tez sami mieszkancy), gdy rocznie bylo ponad 2200 morderstw (teraz ponizej 500- dodaje ze mieszka tu 8mln ludzi), gdyz teraz jest jednym z najbezpieczniejszych miast USA.
Dla ludzi o mocnych nerwach zdjecia z gett NY z lat 65'/95':
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=402544
Tak dla porownania (ze zdjeciami w powyzszym linku)- aktualnie wagony metra sa jasne, czyste, z klimatyzacja i nie spotkalem sie z zadnym graffiti.
Generalnie widac ze w miescie zrobiono mnostwo by faktycznie zmienic dramatyczna sytuacje z poczatku lat 90tych i widac tez ze odnioslo to zamierzony skutek.
Statua Wolnosci- faktycznie jest niezwykle symbolicznie i swietnie polozona (na wyspie tuz przed Manhattanem). Mam to szczescie ze codziennie przeplywam kilkaset metrow od niej promem na Staten Island.
Pizza- jadlem juz kilka razy i jest... zawsze duza ;) Jesli chodzi o smak to jest rozna- jest generalnie smaczna, ale tez nie rewelacyjna.
Jesli macie jakies pytania- piszcie smialo :)
Pozdrawiam

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz