środa, 17 czerwca 2009

To juz jest koniec, nie ma juz nic...

No coz, wlasnie publikuje najprawdopodobniej ostatni post w stanach ;). Na pewno bedzie jeszcze jakis- podsumowujacy, moze z jakimis zdjeciami w formatach tapetowych i tym podobne pamiatki ;). Jesli chodzi o ukazanie oblicza "codziennych" stanow, to pozwole sobie zrobic to pozniej, wraz z podsumowaniem moich roznych rozwazan na temat wyjazdu i tego kraju w ogole- potrzebuje na to troche czasu- nie tylko zeby napisac, ale tez "czasu myslowego" :). Problem polega na tym ze juz w piatek wyjezdzam do Holandii i nie wiem kiedy bede mial na to czas, wiec byc moze opublikuje posta dopiero po powrocie z Holandii- 29 czerwca, a moze- jesli bedzie mi sie nudzilo- tam :), ale spokojna glowa, nic was nie ominie- zaprosze was wtedy przez gadu gadu :)

No to tak- zdjec nie bedzie zbyt duzo (dokladnuie 17), bo musze sie jeszcze spakowac, ale powinno wystarczyc :)

Wpierw nadrabiam zaleglosci:

Podroz statkiem i piersy



Lotniskowiec z II Wś- USS Intrepid- niestety nie zobaczylem juz tego od srodka, ale kto wie- moze nastepnym razem...


Z Jeremym na piersie kolo naszego statku


Widok na Midtown od strony rzeki

Harlem, o dzielicy pisalem w poprzednim poscie, wiec odwoluje tam w razie jakis pytan
kilka zdjec ukazujacych mniej wiecej przekroj dzielnicy

Widok w strone poludniowa (midtown, po drugiej stronie Central Parku)- typowy widoczek ulicy.


125 ulica


radosna tworczosc


Typowy widok


Jak wyzej

Po tym udalem sie promem do New Jersey... oj... bylo warto- polecam kliknac zdjecia- pozostawilem w oryginalnej rozdzielczosci

Od ok. 50 do 30 ulicy


Od 60 do 40


Podczas wycieczki na Niagare, wpierw odwiedzilismy Thousand Island- na prawde malownicze wyspy na rzece swietego wawrzynca




Wyspy nie sa moze jakas super atrakcja, ale tak przy okazji mysle ze warto zobaczyc- jest tu po prostu ladnie.

A teraz glowna atrakcja- wodospady. Faktycznie sa bardzo potezne, aczkolwiek niezbyt wysokie, jednak widok z lodki(filmik ponizej)- niezapomniany


Iluminacja nocna- wyglada malowniczo...


A to juz z kolei z bialym podswietleniem- wezcie jednak pod uwage ze nocne zdjecia- porzez dlugie naswietlanie sa wygladzone, przez co wyglada to chyba nawet bardziej malowniczo niz w rzeczywistosci.


Na tle wodospadu...


A to juz Horseshoe falls w dzien+piekna (pelna) tecza


Wodospady amerykanskie.


Niagara od dolu, na moich filmikach nakreconych na statku "Maid of the Mist :):



Generalnie wyjazd na Niagare byl ok, ale nie bylo tez jakos rewelacyjnie- faktycznie, wodospady robia wrazenie, ale czy na prawde bylo warto- ciezko powiedziec, mimo wszystko bylem i na pewno zostanie mi to w pamieci na dlugo...

Jesli zas chodzi o caly wyjazd, to jestem 100% zadowolony- tak na prawde wszystko zagralo, ale tak jak mowilem- napisze jeszcze jakies podsumowanie.

Pozdrawiam

poniedziałek, 15 czerwca 2009

14 :)

Wybaczcie ze dzis nie bedzie zdjec, ale mialem troche nieprzewidzianych komplikacji (tak zdaje sobie sprawe ze to jest naduzywany zwrot), poza tym jutro wstaje o 5:30 bo jade na Niagare, wiec dzis bedzie skromniej ;)

Do wykorzystania mialem jeszcze bilet na rejs statkiem do okola Manhattanu i dzis go zrealizowalem- pojechalismy wszyscy (we czworke). Rejs trwal okolo 2 godziny i mysle ze na prawde bylo warto- widoczki sa niezwykle ciekawe, szczegolnie ze w koncu byla pogoda (spoko, beda zdjecia, tylko nie dzis ;) ).

Po tym udalem sie do sklepu z elektronika- chcialem kupic sobie bardziej szerokokatny obiektyw (np. 18stke) oraz dysk przenosny (by przeniesc zdjecia). Skonczylo sie na tym drugim :). Warto dodac ze kupowalem to w sklepie B&H- chyba najwiekszym sklepie z rzeczami do fotografii w miescie, a moze i na swiecie- 2 pietra zawalone aparatami, statywami, obiektywami, papierem fotograficznym i w niewielkim stopniu komputerami :). Co ciekawe sklep jest prowadzony przez Zydow, ktorzy stanowia mniej wiecej polowe personelu, przez coj w soboty sklep jest oczywiscie zamkniety ;).

Nastepnym etapem byl Harlem i Upper West Side. Jesli chodzi o Harlem, to coz... nie da sie ukryc ze jest to w przewazajacej czesci czarna dzielnica, choc w tych czesciach w ktorych bylem (125 ulica ze slynnymi klubami jazzowymi itp., oraz okolice Columbia University) dzielnica wyglada na prawde ladnie (piekne kamienice, zielone otoczenie), jednak jednoczesnie widac ze przez dlugi czas bylo to miejsce zapuszczone (aktualnie stalo sie to atrakcyjnym adresem- niedaleko centrum, przez co ceny czynszow bardzo skoczyly). Dostrzega sie jednak szeroko okrojona rewitalizacje obszaru- wiele kamienic odzyskalo dawny blask, powstaja tez nowe budynki, jednak dopasowane do tego typowego "nowojorskiego" stylu.

Nastepnie... udalem sie promem do New Jersey, by strzelic mniej wiecej takie widoczki:

(beda jeszcze moje, lepsze ;) zdjecia).

Po tym skierowalem sie tramwajem do miasta Hoboken, znajdujacego sie zaraz po drugiej stronie rzeki, skad odjezdza kolejka podziemna laczaca New York z kilkoma blizszymi miastami w New Jersey (PATH [KLIK!] ). Wysiadlem na pierwszej stacji w Greenwich Village- jak juz wspominalem dosc "liberalnej" dzielnicy, w ktorej dzis bylo mnostwo ludzi (jest tu od groma roznych restauracji, barow itp.). Mam tez kilka zdjec, ale tak jak wspominalem- jeszcze beda ;) ).

Z tamtad, majac niedaleko do promu, jednoczesnie jednak chcac zrealizowac swoje marzenia, wzialem taksowke- taksowka, jak taksowka, tyle ze zolta i slynna :) ). Wszystko byloby ok, gdyby nie to ze przy wysiadaniu portfel szlag trafil- nie mam pojecia czy zostal w taxi (od razu sie zorientowalem ze go nie mam i nawet pobieglem zobaczyc czy nie zostal w srodku, ale szybkie spojrzenie dalo mi przeczaca odpowiedz- pytanie czy sluszne), czy tez ktos mi go blyskawicznie ukradl, a moze po prostu upadl. Na szczescie nie mialem tam duzo kasy (20$), a paszport mialem w innym miejscu, jednak karta (zablokowana), dowod, legitymacja i prawko poszly do piachu... Coz... tak to niestety w zyciu bywa, ze czasem jest pod gorke... Bede jeszcze co prawda dzwonil do rzeczy znalezionych (a moze ktos zadzwoni- byly tam numery), ale raczej nadzieja jest tu matka glupich ;)

Na szczescie dalej mam aparaty, ipoda, telefon i co najwazniejsze- paszport, wiec nei ma tragedii, ale mimo wszystko- srednio przyjemna sytuacja...

Patrze jednak do przodu- jutro rano wyjezdzam na Niagare. Jade na poniedzialek i wtorek, wiec relacji mozecie sie spodziewac dopiero we wtorek w nocy, gdyz podczas podrozy nie bede mial mozliwosci wrzucania zdjec (ew. cos naskrobie).

PS: Zrobilem dzis sporo zdjec miejsc "zwyklych"- wrzuce je, wraz z komentarzem, wtedy gdy bede mial na to czas, wiec bedzie rowniez "prawdziwe oblicze ameryki" ;)

Pozdro :)

niedziela, 14 czerwca 2009

Trzynasty :)

Odpowiedz na koment Marcina- Jesli chodzi o mecz, to mam niewiele zdjec- mozna tam zrobic zdjecie rosnacej trawy ;)

A propos Madison Square Garden- coz, w samym budynku nie bylem, a z zewnatrz nie prezentuje sie jakos okazale, co wiecej, slabo i nawet w przewodnikach wymieniaja ze najwieksza zaleta tego budynku jest to ze juz nigdy nie wybuduja czegos podobnego, szczegolnie ze pod budowe MSG w 1965 wyburzono Penn Station:


Nie mam jednak zbyt dobrych zdjec Madison Square Garden, ale generalnie wyglada to tak jak na zdjeciach googlowych- nieciekawie.


Jesli zas chodzi o dzien dzisiejszy, to byl on dosc krotki, aczkolwiek intensywny.

Na poczatku udalem sie wzduz nabrzeza do Mostu Brooklynskiego:



Widok na "otwarte" muzeum z zacumowanymi okretami, knajpkami rybnymi itp.

Teraz most Brooklynski- faktycznie robi ciekawe wrazenie, szczegolnie majac na uwadze to ze ma on ponad 120 lat.


Przechodzac po moscie.

Pokrecilem sie chwile po Brooklynie robiac takie, niezwykle oklepane zdjecie:



...by pozniej udac sie z powrotem wyzej pokazanym mostem (Manhattan Bridge), robiac, moim zdaniem, calkiem udana, aczkolwiek rowniez oklepana fotke Downtown:


Most Manhattan prowadzi nas prosto do...

Chinatown :)

W Chinatown panuje niezwykle ciekawy klimat- kreci sie mnostwo ludzi, szyldy i gazety czesciej sa po Chinsku niz Angielsku. Jest tu tez oczywiscie mnostwo knajpek i sklepow z podejrzanie tanim "czymkolwiek"

Tuz obok miesci sie Little Italy- dzielnica Wloska, w ktorej klimat jest znow zupelnie inny, aczkolwiek rownie barwny:

Empire State Building nie daje zapomniec ze caly czas jestesmy w Nowym Jorku, co jednak mimo wszystko czuc- klimat jest jednak zupelnie inny niz w Europejskim miescie.

Po tym "mixie" kulturowym udalem sie w strone Washington Square Park, parku polozonego w dzielnicy Greenwich Village. Z racji polozenia (obok jest uniwersytet NY oraz polozenie w Greenwich Village- dzielnicy artystow) sprawia ze klimat w tych okolicach jest niezwykle, hmmm... oryginalny- kreci sie mnostwo studentow, artystow itp., co wiecej dzis odbywala sie jakas impreza na ktora sciagnelo mnostwo Hindusow.


Widok na luk w parku


Po Washington Square Park skierowalem sie w strone Union Square na przecieciu 14 ulicy i Broadwayu, by udac sie do ksiegarni. Co ciekawe, po drodze natknalem sie na likwidowany Virgin Megastore gdzie wszystko bylo przecenione o 80% :)


Musze przyznac ze bardzo spodobaly mi sie okolice Washington Square i Union Square- zabudowa tez jest tu bardzo gesta, mimo wszystko jednak nie ma takiego natloku "wszystkiego"- jest nieco spokojniej, ciszej i bardziej zielono, co dziala niezwykle kojaco.


Typowa uliczka


Poczatek 5 Alei


Znow spokojna uliczka


Jak widac nie tylko w Wawie mamy wszelkiego rodzaju sznurowkarzy i wszelkiej masci ludzi z okularami, filmami itp. :)


Po odwiedzinach w ksiegarni udalem sie z powrotem do Downtown, gdzie chwile pochodzilem robiac pare zdjec:


Typowa zabudowa, z jakas wspolczesna rzezba na placu.


Woolworth Building, rocznik 1912, wysokosc... 245 metrow (!). Do budowy Chrysler Building (1929) byl najwyzszym budynkiem swiata. Robi on piorunujace wrazenie- kunszt projektu, jak i wykonczenia (neogotyckie zdobienia), co wiecej dodatkowy efekt daje to ze caly czas mamy w pamieci swiadomosc tego ze patrzymy na prawie stuletni budynek.


Neogotycka iglica budynku...


Wertykalne budownictwo w skali totalnej... (kliknijcie powiekszenie :) ).


Potem juz tylko na prom i z powrotem na Staten :)


Aktualnie zas wrocilem ze Steak House... tyle jedzenia na talerzu dawno nie widzialem, choc przyznam ze tak smacznego- rowniez :)

Pozdrawiam i do jutra!

sobota, 13 czerwca 2009

12 Czerwca :)

Hej, widze ze nikt nie komentuje- ktos tu w ogole zaglada :)?

U mnie dzis dzien byl (jak tez wczesniej), dosc zroznicowany.

Na poczatku odwiedzilem Metropolitan Museum of Art [KLIK!] . Pewnie spytacie skad sie wziela we mnie taka mania muzeow. Coz, nabylem sobie karte ktora pozwala na odwiedzenie MoMA, Metropolitan, Guggenheim'a, Natural history oraz na wjazd na Empire State Building i oplyniecie wyspy statkiem, po znacznie nizszych kosztach i co chyba nawet wazniejsze- bez stania w kolejce po bilety (szczegolnie przy Empire State, gdzie czeka sie nawet pare godzin. Poza tym, wszystkie te muzea slyna ze swoich zbiorow i mysle ze nawet jesli ktos w dosc srednim stopniu interesuje sie sztuka, to mimo wszystko warto te miejsca odwiedzic, tak wiec tez uczynilem :)

Wracajac do Metropolitan- Muzeum jest gigantyczne. Miesci zbiory z calej historii ludzkosci- od kultury Egiptu, po sztuke wspolczesna. Co ciekawe, mozna tu znalezc nie tylko typowe nurty Europejskie, ale tez sztuke Azji, a nawet Pacyfiku czy Afryki. W muzeum znajduja sie dziela takich tworcow jak: El Greco, Picasso, Rubbens, Dali, van Gogh, Holbien, Monet, Rembrandt, Bosch itp. itd..., co wiecej mozemy tu zwiedzic rowniez czesc swiatyni Egipskiej czy typowa wloska renesansowa kamienice (po prostu sa przeniesione cale budynki i umieszczone w muzeum :) ). Mi, pomimo ze przegladalem wszsystko dosyc pobieznie, zwiedzanie zajelo 4 godziny i mysle ze spokojnie mozna tu spedzic i caly dzien, nie nudzac sie przy tym, gdyz caly czas mamy do czynienia z inna epoka i kultura. Zbiory sa jednak na tyle duze ze nie sprawiaja wrazenia pobieznych typu: jeden egipski sarkofag, jedna grecka rzezba, 2 obrazy barokowe- sa tu cale skrzydla poswiecone jednej tematyce.



Dosyc ciekawy obraz- zawiera on mniejsze obrazy najwazniejszych zabytkow Rzymu... mial chlopak cierpliwosc ;)

Bardzo ciekawy jest tez taras widokowy umieszczony na piatym, najwyzszym pietrze, skad rozciaga sie piekna panorama na Central Park i srodkowy Manhattan:



Po zwiedzaniu muzeum, w ramach relaksu udalem sie na spacer do Central Parku. Tym razem nie ominalem tez Strawberry Fields- miejsca upamietniajacego zabojstwo Johna Lennona. Na prawde nie ma tu nic ciekawego, ale jest to znane miejsce, wiec niech bedzie, oto zdjecie ;) :



Po drodze natknalem sie tez na taki oto ciekawy widok:


Na pozne popoludnie zostawilem sobie najlepsze- Empire State Building. Kolejki do wjazdu na taras widokowy sa tak samo legendarne jak sam budynek i dlatego niezwykle sie ucieszylem ze jednak mam ten New York City Pass, gdyz od wejscia do wjazdu na sama gore (trwajacego raptem minute) minelo niecal pol godziny. Taras widokowy miesci sie na 86 pietrze, na wysokosci ponad 300 metrow. Oto kilka zdjec:


Ja z Midtown w tle :)



Iglica ESB. Tam tuz przed antena jest jeszcze drugi punkt widokowy- na 102 pietrze, ale placi sie za niego 15 $ ekstra, a nie jest wcale lepiej, gdyz jestesmy za szyba, a roznica wyoskosci to raptem 40 metrow.


Spojrzenie na Midtown w okolicach Times Square. W tle mamy wpierw Upper West Side, dalej (po drugiej stronie rzeki) New Jersey


Widok (od najblizszego): Midtown z Rochefeller Center (ten szeroki szary, wysoki budynek z napisem GE), Central Park i po prawej i lewej stronie odpowiednio Upper East/West Side, dalej Harlem i Bronx


Rowniez Midtown, z Queens w tle (widok na polnocny wschod), Widac charakterystyczna iglice Chrysler Building i ciekawy, smukly, czarny wiezowiec Trump Tower tuz obok (po prawej)



Z drugiej strony rozciaga sie widok na Downtown, czyli dzielnice Finansowa. W tle mozna dostrzec most Verezzano- wiekszy od Golden Gate, spinajacy Staten Island (po prawej), z Brooklynem- po lewej


A tak wyglada Empire State Building noca. Co ciekawe, oswietlenie sie zmienia zaleznie od swiat itp. np. w dzien sw. Patryka podswietlenie jest zielone.

Po wjezdzie na ESB postanowilem jeszcze raz pojechac na nabrzeze na Queensie. Niezwykle spodobalo mi sie to miejsce- jest tam pieknie, spokojnie i niezwykle urokliwie :), co wiecej tym razem, dzieki nieco innym ustawieniom, zrobilem ostrzejsze zdjecia :)






Enjoy...

piątek, 12 czerwca 2009

Hair + NYC 11.06

Hej, wybaczcie moj chaotyczny ostatni post, ale pisalem go w pospiechu bo chcialem zdazyc na pociag (i zdazylem ;) ). Od razu powiem ze dzis bedzie troche mniej zdjec- pogoda nie dopisala i sczerze mowiac to wrzucanie fotek tutaj jest cholernie pracochlonne.

Dzis mialem nieco spokojniejszy i krotszy dzien- odwiedzilem MoMA (Museum of Modern Art) oraz Muzeum Wiezowcow :).

Zaczynamy jednak od Hair:

Spektakl byl wczoraj o 14 (zdecydowalem sie na popoludniowy spektakl, w sumei nie wiem dlaczego). Na, w sumie niewielkiej, sali komplet widzow. Teatr miesci sie przy 45 ulicy, w tzw. Dzielnicy Teatrow, mieszczacej sie w okolicach Times Square (tak od 30 do 50 ulicy miedzy 6th a 9th Avenue). Teatrow jest okolo 40, grajacych spektakle wlasciwie codziennie, wiec wybor jest po prostu gigantyczny- Hair, Wicked, Jersey Boys, Billy Elliot, Lion King, Phantom of the Opera, Shrek [LOL] itp. itd...

Co od razu rzuca sie w oczy, to ubior- tu nie ma tak ze wszyscy przychodza w koszuli- wszyscy wygladaja jakby ich wzieli normalnie z ulicy ;) i po mnie chyba od razu (pomimo ze mialem adidasy) bylo widac ze jestem z Europy :D

Sam spektakl, byl po prostu niezywkly. Wiem ze czesc z was byla na Upiorze, wiec moge delikatnie powiedziec ze moim zdaniem spektakl jest nawet lepszy, choc sa to oczywiscie zupelnie inne gatunki, wiec ciezko to obiektywnie ocenic, jednak wykonanie piosenek, stroje, gra aktorska byly na swietnym poziomie (chyba tak tez mialo byc, nie ;) ) i jestem w 100% zadowolony z przedstawienia.
Co rowniez jest godne zanotowania, to wieksza "wspolpraca" z widownia- jak wiadomo dosc czesto zdarza sie ze aktorzy przebiegaja miedzy rzedami, ale nie widzialem jeszcze, by z kims tanczyli czy, juz po spektaklu, zapraszali wszystkich na scene :)

Teraz troszke z dzisiejszego dnia:
Pogoda znowu nie dopisala, tym razem bylo chyba najslabiej- okolo 17 stopni, i bardzo mgliscie (co bedzie widac na kilku zdjeciach, miedzy innymi tu:)


Zamglony budynek Metllife (ktory bylo tez widac na wczesniej zamieszczanych zdjeciach)

Na poczatku udalem sie do MoMA. Jest to muzeum ufundowane w latach 30'tych przez Rockefellerow. Miesci sie w poblizu Rockefeller Center i jak sama nazwa wskazuje- zajmuje sie ogolnie pojeta sztuka wspolczesna (najstarsze dziela pochodza mniej wiecej z lat 60'tych XIX wieku.

Faktycznie zbiory sa ciekawe i warto tu "wpasc" by zobaczyc obrazy Picassa, van Gogha, Chagalla, oraz paru malarzy Amerykanskich, jednak moim zdaniem czesc poswiecona innym dziedzinom sztuki- muzyce, fotografii, czy architekturze i desingowi byla ogolnie mowiac taka sobie- niewiele dziel i dosyc ogolne przedstawienie tematu. Z ciekawszych rzeczy mozna wymienic przedstawienie technik tworzenia i druku fotografii od poczatku jej istnienia- mozemy obejrzec oryginalne fotografie na plytkach platynowych, czy poznac jak dokladnie dziala drukarnia offsetowa (zasada druku itp.). Jako zalete mozna z pewnoscia uznac swietna lokalizacje- z wielu okien (obiekt jest fajnie przeszklony) rozciaga sie niezwykle fascynujacy widok na Nowojorskie ulice- jest to ciekawa odmiana, od spokoju panujacego w muzeum :)


Slynne puszki z zupa Warhola. Nie wiedzialem ze jest ich az tak duzo (32)

Pozniej udalem sie do Muzeum Wiezowcow- miesci sie ono prawie na samym poludniowym skrawku Manhattanu, w obszarze powstalym po likwidacji dokow. Mieszcza sie tam eleganckie i nowoczesne biura i apartamenty:

Zdjecie nie jest mojego autorstwa ;) Battery Park City, to te budynki na pierwszym planie, stylizowane na stary "Nowojorski" styl.

Samo muzeum jest niewielkie- zawiera tak na prawde jedna sale z ekspozycja, oraz ciekawy sklepik z cala gama ksiazek poswieconych Architekturze a w szczegolnosci wiezowcom (tym Nowojorskim w najwiekszym stopniu). Aktualnie byla prezentowana wystawa ukazujaca "wertykalne" oblicze Nowego Jorku i Hongkongu- miast ktorych centra chyba najbardziej pna sie w gore. Byly ukazane bardzo duze plansze z obrazem satelitarnym, ciekawe rozwiazania urbanistyczne, co wazniejsze wiezowce itp.

Stala ekspozycja obejmuje historie Nowojorskich wiezowcow- w szczegolnosci sposoby budowy. Znajduje sie tam tez kilka makiet i dioram:

Po tym, udalem sie na spacer po Downtown- Financial District. Bylem przy Ground Zero (dawnym miejscu wiez World Trade Center), oraz oczywiscie zlapalem byka przy Wall Street za rogi :). Generalnie Dolny Manhattan jest o tyle ciekawy ze zawiera bardzo duzo starych wiezowcow- z samego poczatku 20 wieku. Sa to jakby monstrualne, czesto ponad 20 pietrowe kamienice. Oczywiscie mieszcza sie tez budynki z lat 30tych (Art Deco) oraz bardziej wspolczesne, jednak co wyzszych budynkow nie bylo widac, gdyz mniej wiecej na wysokosci 200 metrow zaczynaly sie chmury :)

Kilka fotek:

Jedna z ulic


Monstrualne "kamienice" z samego poczatku XX lub nawet jeszcze koncowki XIX wieku

Przy Wall Street:

Waszyngton, ktory spogladal juz na niejeden kryzys...


I byk- symbol hossy, zlapany za rogi. Tak btw: jest na prawde gigantyczny! Jako ciekawostke dodam ze ludzie fotografuja sie z nim z przodu (tak po prostu, czy sie jakos opierajac), albo z tylu- trzymajac go za jaja ;)

Marcin pytal mnie o bardziej subiektywna ocene miasta. Dzis zastanawialem sie nad tym i pozwole napisac sobie krotkie (a moze jednak nie) rozwazanie na ten temat.

Gdy myslimy o Nowym Jorku to pierwsze skojarzenia to: upadle dzielnice, wiezowce, Times Square, tlumy, taksowki, statua wolnosc, przestepczosc i pizza.

Jak na razie dane mi bylo byc na czesci Queensu, Brooklynu, Staten Island i na Manhattanie. Jadac przez Queens czy Brooklyn metrem nadziemnym, to faktycznie niektore dzielnice wygladaja dosyc slabo i az rodzi sie pytanie- TO ma byc Nowy Jork?, jednoczesnie nie jest tez tak ze wszedzie poza Manhattanem powyzej Central Parku dostaje sie na dzien dobry nozem w brzuch. Jadac metrem na Queens widuje sie na prawde mnostwo ludzi (miedzy bajki mozecie sobie wlozyc widok wagonika metra w ktorym siedzi 6 osob: 5 zuli i maszynista) i to niezwykle roznorodnych. Przyznam szczerze ze nigdy nie widzialem jeszcze takiego zroznicowania ludzi. Czesto nie jestem w stanie okreslic czy dana osoba jest z europy, czy latynosem, a moze azjata. Niech za przyklad posluzy to, ze jak wczoraj bylem na meczu, to myslalem ze rozmawiam z azjata, jednak pochodzil on z... Kolumbii (byl metysem, ale mimo wszystko). Widac tez ze ludzie sa niezwykle pomieszani- czasem maja taki kolor skory i rysy twarzy ze na prawde nie da sie odgadnac skad ktos (chocby mniej wiecej) pochodzi.

Nastepna sprawa jest tlok- Ludzi jest na prawde mnostwo, szczegolnie na co wazniejszych alejach- przyznam szczerze ze nigdy nie widzialem tyle osob w jakimkolwiek miescie (no chyba ze przy jakis wyjatkowych atrakcjach turystycznych). Co wiecej, wczoraj biorac prom na Staten Island o 0:30, nadal podrozowalo sporo osob, a tak jak wspominalem- nie mowimy tu o weekendzie, ale o zwyklym dniu roboczym- jestem niezwykle ciekaw jak to bedzie teraz w weekend wygladalo. Co rowniez jest godne zauwazenia- na ulicach wcale nie ma tak duzego ruchu ulicznego jakbysmy sie tego spodziewali- samochody jada w miare plynnie (na pewno plynniej niz w Wawie), choc nei do pozazdroszczenia jest przejechanie powiedzmy 50 przecznic (czytaj- 50 swiatel). Duzy ruch w nocy bierze sie tez z tego ze o polnocy mozna spokojnie gdzies wstapic na jedzenie- niektore sklepy sa normalnie otwarte (wczoraj o 1:30 przy stacji kolejki na Staten byla otwarta pralnia :) ). Drazac temat dalej- jesli chodzi o taksowki, to, jak juz wczesniej wspominalem, jest faktycznie tak jak nam sie kojarzy- stanowia czesto ponad (tak PONAD) polowe aut.

Jesli chodzi o wiezowce, to mysle ze moje zdjecia mniej wiecej oddaja to jak to wyglada z poziomu ulicy, bo na prawde nie wybieralem tych zdjec tak zeby bylo ich jak najwiecej- Jesli jestemy w Midtown, czy Downtown, to gdzie sie nie obejrzymy jest ich mnostwo. Oczywiscie wiezowce znajduja sie glownie w tych dzielnicach (no moze jeszcze troche na Upper East/West Side oraz na Brooklynie i Queensie), dalej panuje kilku, kilkunasto pietrowa zabudowa.

Nastepna sprawa- bezpieczenstwo. Powiem tak- nie jestem jakims pilotem kamikadze i nie wybieralem sie na Poludniowy Bronx wymachujac telefonem, aparatem itp. mierzac stoperem w ile czasu mnei skroja, ale generalnie czuje sie bardzo bezpiecznie- niezwykle rzadko spotykalem jakis nieprzyjemnych typow, a nawet jesli to i tak do okola zawsze bylo mnostwo ludzi. Szczerze mowiac czuje sie chyba nawet bezpieczniej niz w Wawie (choc moze nie az tak komfortowo jak w Bostonie)- zawsze jest duzo ludzi, kreci sie sporo policji i raczej nie ma ciemnych zakamarkow. Oczywiscie sa dzielnice w ktorych, jesli nie trzeba, to lepiej sie nie pojawiac, jednak nawet Harlem, okryty zla slawa, w ostatnich latach przeobraza sie powoli w dobra dzielnice, polozona przeciez niedaleko centrum. Na pewno nie jest to to samo miasto co na poczatku lat 90tych (co mowia tez sami mieszkancy), gdy rocznie bylo ponad 2200 morderstw (teraz ponizej 500- dodaje ze mieszka tu 8mln ludzi), gdyz teraz jest jednym z najbezpieczniejszych miast USA.
Dla ludzi o mocnych nerwach zdjecia z gett NY z lat 65'/95':
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=402544
Tak dla porownania (ze zdjeciami w powyzszym linku)- aktualnie wagony metra sa jasne, czyste, z klimatyzacja i nie spotkalem sie z zadnym graffiti.

Generalnie widac ze w miescie zrobiono mnostwo by faktycznie zmienic dramatyczna sytuacje z poczatku lat 90tych i widac tez ze odnioslo to zamierzony skutek.

Statua Wolnosci- faktycznie jest niezwykle symbolicznie i swietnie polozona (na wyspie tuz przed Manhattanem). Mam to szczescie ze codziennie przeplywam kilkaset metrow od niej promem na Staten Island.

Pizza- jadlem juz kilka razy i jest... zawsze duza ;) Jesli chodzi o smak to jest rozna- jest generalnie smaczna, ale tez nie rewelacyjna.

Jesli macie jakies pytania- piszcie smialo :)

Pozdrawiam